W męskich kręgach temat rozstania jest najczęstszym motywem naszych spotkań. Towarzyszą mu zdziwienie, rozczarowanie, ból. I niepewność, jak będzie wyglądało życie, kiedy zabraknie osoby, z którą przez lata dzieliło się codzienność i plany.

Słuchając tych historii, mając też swoją w pamięci, myślę o tym, jak trudno czasem dostrzec, że wspólny świat już od jakiegoś czasu wyglądał inaczej dla każdego z partnerów. Jedno mogło jeszcze widzieć zwykłe trudności. Drugie mogło latami tracić nadzieję, że cokolwiek się zmieni.

Statystyki pokazują, że rozwód często przychodzi po wielu latach wspólnego życia. Według danych GUS za 2024 rok, przywoływanych przez Interię, rozwodzący się mężczyzna miał przeciętnie prawie 44 lata, a małżeństwo kończące się rozwodem trwało średnio ponad 15 lat. W omówieniu danych za 2025 rok Wprost podaje, że w 66 procentach przypadków z inicjatywą formalnego zakończenia małżeństwa występowały kobiety.

Za tymi liczbami są ludzie, dzieci, wspomnienia i wspólne zobowiązania. Sam fakt złożenia pozwu niewiele mówi o tym, co działo się między dwojgiem ludzi przez poprzednie lata.

Mnie najbardziej interesuje pytanie, które pozostaje, kiedy wychodzimy z szoku i zaczynamy już łapać oddech: czego mogę się z tego doświadczenia nauczyć?

Co zabieram ze sobą do kolejnego związku?

Po rozstaniu pojawia się czasem nadzieja, że z kimś innym będzie inaczej. Możemy przecież spotkać osobę bliższą nam pod względem wartości, potrzeb czy sposobu życia. To ma znaczenie. Często tak jest, przynajmniej na początku – znów „motyle w brzuchu”, poczucie dowartościowania. Ale…

Do nowej relacji wnosimy siebie. Swoje przyzwyczajenia, oczekiwania i sposoby radzenia sobie z napięciem. Jeżeli po rozstaniu zabrakło głębokiej refleksji, ciężko mi mówić o tym, czego potrzebuję, nowa partnerka nie sprawi automatycznie, że zmienię się na tyle, aby nie popełniać wciąż tych samych błędów. Jeżeli na trudną rozmowę kiedyś odpowiadałem wycofaniem albo atakiem, warto przyjrzeć się temu, zanim znów znajdziemy się w podobnym miejscu.

To niewygodne pytania: Jakim byłem partnerem? Co robiłem, kiedy czułem się niezrozumiany? Czy potrafiłem słuchać bez natychmiastowego przygotowywania odpowiedzi? Czy umiałem powiedzieć, że czegoś się boję albo że potrzebuję pomocy?

Łatwo po rozstaniu powiedzieć – to zła kobieta była. Wzięcie swojej części odpowiedzialności wymaga uczciwości. Ta część w każdej historii będzie inna. Nie ma powodu zakładać, że odpowiedzialność zawsze rozkłada się po połowie. Chodzi o rozpoznanie własnego udziału i tego, na co mogę mieć wpływ w przyszłości. Dojrzałość widzę właśnie w gotowości, żeby po takim rozpoznaniu spróbować zachować się inaczej.

Lepiej zacząć w związku, który trwa

Te pytania dotyczą również pierwszego, w zamyśle – jedynego, może „sakramentalnego” małżeństwa. Możemy być razem dwadzieścia czy trzydzieści lat i odkryć, że potrzebujemy na nowo ustalić, jak chcemy ze sobą żyć.

Przez ten czas zmieniają się nasze ciała. Mamy inną energię, inaczej przeżywamy bliskość, czasem pojawiają się ograniczenia zdrowotne. Zmienia się też podejście do pracy, pieniędzy i wolnego czasu. To, co kiedyś było wielką ambicją, może stracić znaczenie. Coś odkładanego przez lata nagle staje się pilne.

Jedno chce więcej spokoju. Drugie właśnie nabiera odwagi, żeby podróżować, uczyć się i wychodzić do ludzi. Oboje mogą być zaskoczeni tym, czego teraz potrzebuje druga osoba.

Łatwo wtedy powiedzieć: „Zmieniłaś się” albo „Kiedyś taki nie byłeś”. W tych słowach może być żal za czymś, co wydawało się, że było dla nas dobre. Warto go usłyszeć. Warto też zapytać, czy zostawiamy sobie nawzajem miejsce na dalszy rozwój. Może część naszej niepisanej umowy trzeba renegocjować.

Wspólna podróż wymaga kolejnych rozmów

Bliskie jest mi spojrzenie na związek jako na podróż, podczas której oboje się uczymy. Z czasem trzeba sprawdzać, czy nadal chcemy jechać w podobnym kierunku i czy sposób, w jaki podróżujemy, służy nam obojgu.

Dawne ustalenia mogły dobrze działać przy małych dzieciach, intensywnej pracy i spłacaniu kredytu. Kilkanaście lat później nasza codzienność może wymagać nowych rozmów. O podziale obowiązków, czasie dla siebie, seksie, odpoczynku. O tym, ile chcemy robić razem i jakiej przestrzeni potrzebujemy osobno.

Ciekawość drugiego człowieka może zaczynać się od bardzo zwykłego pytania: „Co ostatnio jest dla Ciebie trudne?”. Albo: „Czego chciałabyś mieć więcej w naszym życiu?”.

Trudniejsza część przychodzi po odpowiedzi. Zwłaszcza jeśli usłyszę coś, co podważa mój obraz nas jako pary. Właśnie wtedy mogę spróbować zostać w rozmowie, dopytać i sprawdzić, czy dobrze rozumiem.

Samo pytanie niewiele zmieni, jeśli odpowiedź nie będzie miała dla mnie znaczenia.

Być dla siebie lustrem i partnerem

W bliskiej relacji możemy zobaczyć siebie z perspektywy, do której sami nie mamy dostępu. Dowiedzieć się, że nasze milczenie ktoś przeżywa jako odrzucenie. Że rada, której udzielamy w dobrej wierze, pojawia się w chwili, kiedy druga osoba potrzebuje przede wszystkim wysłuchania. Że żart, dla nas niewinny, ją rani.

Tak rozumiem bycie dla siebie lustrem. Drugi człowiek pokazuje mi, jak doświadcza kontaktu ze mną. Ja mogę spróbować to przyjąć, a także opowiedzieć o swoim doświadczeniu.

Potrzebna jest przy tym wzajemność. Jedna osoba nie wykona całej pracy za dwoje. Akceptacja zmian ma też swoje granice – nie oznacza zgody na przemoc, poniżanie, ignorowanie własnych potrzeb. Czasem odpowiedzialną decyzją jest rozstanie.

Tam jednak, gdzie oboje chcemy być razem, pozostaje przestrzeń do uczenia się. Możemy uznać, że czegoś jeszcze nie umiemy. Wrócić do rozmowy po nieudanej próbie. Poszukać pomocy, jeśli sami wciąż trafiamy w to samo miejsce.

Myślę, że jest w tym sporo nadziei. Zarówno dla człowieka, który próbuje ułożyć życie po rozwodzie, jak i dla pary, która ma za sobą wiele wspólnych lat.

Nadal możemy dowiadywać się o sobie czegoś nowego. I pozwalać, żeby ta wiedza zmieniała sposób, w jaki jesteśmy razem. Po pewnym czasie, wielu mniej lub bardziej udanych próbach, takie życie jest o wiele ciekawsze. Dla mnie – także pełniejsze.

Jarek Krawczyk

Mężczyzna w Pełni Świadomy

Tekst pierwotnie opublikowany na LinkedIn.