LinkedIn jest chyba jednym z ostatnich miejsc, w których wypada zapytać człowieka, jak chce żyć, kiedy będzie miał osiemdziesiąt lat.
Tutaj znacznie częściej rozmawiamy o tym, gdzie chcemy być za rok, trzy albo pięć. O kolejnych stanowiskach, firmach, projektach, kompetencjach i celach. Co jeszcze zbudować, osiągnąć, poprawić. Ba, często najważniejszą perspektywą jest, jak się przepchnąć z realizacją KPI do następnego kwartału.
Mam czasem wrażenie, że już samo 50+ jest tutaj trochę tematem tabu. Pięćdziesięciolatkowie, którzy sami decydują się na zmianę kariery albo zostają do niej „zachęceni” przez swoje korpo, budzą chyba częściej zakłopotanie niż ciekawość. Osiemdziesiątka brzmi więc niemal jak science fiction.
Jeżeli będę miał trochę szczęścia, dzieli mnie od niej mniej więcej tyle czasu, ile minęło od moich czterdziestych urodzin.
A te pamiętam całkiem nieźle. Nie myślałem wtedy, że mogę coś zrobić, żeby lepiej przygotować się fizycznie i mentalnie do tzw. jesieni życia.
Osiemdziesiątka kiedyś wydawała mi się bardzo daleko
A człowiek osiemdziesięcioletni wydawał mi się po prostu bardzo stary. Dzisiaj patrzę na to trochę inaczej. Pewnie częściowo dlatego, że sam przesuwam się w tej tabeli w jedynym możliwym kierunku.
Ale jest jeszcze jeden powód.
Od pewnego czasu mocno interesuję się longevity i coraz bardziej przekonuje mnie myślenie nie o tym, ile lat chciałbym przeżyć, ale jak chciałbym w tych latach funkcjonować.
Bo „chciałbym być zdrowy na starość” jest mniej więcej tak precyzyjnym planem jak „chciałbym, żeby moja firma dobrze sobie radziła”. Wishful thinking…
No dobrze. Ale co to właściwie znaczy?
Dla mnie oznacza to między innymi, że nadal chciałbym uprawiać sport. Może biegać, chociaż niekoniecznie szybko, a na pewno już nie w kołowrotku wyścigu szczurów.
Chciałbym więcej podróżować. Coraz bardziej podoba mi się wizja kampera, którym można po prostu gdzieś pojechać, zatrzymać się na kilka dni, a potem ruszyć dalej. Najlepiej po sezonie.
Chciałbym bez problemu wejść po schodach, nosić własną walizkę, chodzić po górach i mieć wystarczająco dużo energii, żeby rano zastanawiać się, co ciekawego zrobię dzisiaj, zamiast czego już robić nie mogę. A potem to robić.
I chciałbym nadal mieć plany.
To już jest dla mnie znacznie ciekawsza definicja długowieczności.
Co właściwie chcesz jeszcze wtedy móc zrobić?
Peter Attia w „Outlive” opisuje ćwiczenie, które nazywa Centenarian Decathlon – „wielobojem stulatka”. To mentalne ćwiczenie.
Pomysł jest bardzo prosty. Zamiast ogólnie deklarować, że chcemy być sprawni na starość, warto wyobrazić sobie konkretne rzeczy, które chcielibyśmy nadal robić w ostatniej dekadzie życia.
Dla każdego ta lista będzie inna. Może chodzić o podróżowanie, jazdę na rowerze, pracę w ogrodzie, wejście po schodach, zabawę z wnukami czy podniesienie własnej walizki do schowka w samolocie. Na takiej liście może się zresztą znaleźć również chęć prowadzenia satysfakcjonującego życia seksualnego. Bo dlaczego właściwie mielibyśmy z góry z niego rezygnować?
Podoba mi się to ćwiczenie, bo longevity nagle przestaje być rozmową o suplementach, badaniach i kolejnej aplikacji mierzącej sen.
Zaczyna być rozmową o życiu, które chcielibyśmy wtedy prowadzić.
Tylko że tego życia nie zaczyna się budować po siedemdziesiątce
Jeżeli chcę coś móc mając 80 lat, rozsądnie byłoby przygotowywać się do tego trochę wcześniej.
Siła, wydolność, równowaga czy masa mięśniowa nie pojawią się na osiemdziesiąte urodziny tylko dlatego, że dwadzieścia lat wcześniej wpisałem je na listę życzeń.
Dlatego sam zacząłem inaczej patrzeć na trening. Mam swoje małe comiesięczne testy. Sprawdzam siłę uścisku, robię plank, test wstawania z krzesła i sześciominutowy marsz. Mierzę obwód pasa. Chcę po prostu wiedzieć, czy idę w dobrą stronę.
I budować dzisiaj pewien zapas mięśni, siły i sprawności, z którego być może będę korzystał za kilkanaście czy dwadzieścia lat.
Ale moja osiemdziesiątka nie składa się tylko z mięśni
To jest dla mnie najciekawsza część tego eksperymentu.
Kiedy próbuję naprawdę wyobrazić sobie siebie jako osiemdziesięciolatka, szybko okazuje się, że sprawne ciało jest tylko jednym z elementów.
Bo z kim będę wtedy podróżował tym kamperem? Z kim będę jadł kolację?
Czy nadal będę miał przyjaciół i ludzi, z którymi można pogadać, pośmiać się, czasem pokłócić?
Czy będzie mnie jeszcze coś naprawdę ciekawiło?
Czy będę miał zajęcie, które rano będzie mnie wyciągało z łóżka?
I czy po kilkudziesięciu latach pracy będę jeszcze chciał coś robić zawodowo, ale już tylko dlatego, że chcę, a nie dlatego, że ciągle muszę komuś coś udowadniać?
Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej widzę, że przygotowanie do dobrej osiemdziesiątki nie odbywa się wyłącznie na siłowni.
Można przygotowywać całe życie, nie tylko ciało
Przez następne dwadzieścia lat mogę inwestować w mięśnie, serce i metabolizm. Chcę zbudować możliwie dużą rezerwę siły, wydolności i sprawności, wiedząc, że z wiekiem część z niej będę tracił.
Ale mogę też dbać o relacje. Przyjaźnie. Ciekawość świata. Finansową niezależność. Umiejętność uczenia się nowych rzeczy. O to, żeby wokół mnie nadal byli ludzie.
Mogę również próbować coraz lepiej rozumieć, co chcę robić z czasem, którego, mam nadzieję będzie jeszcze całkiem sporo.
Może właśnie dlatego coraz mniej interesuje mnie pytanie:
„Jak dożyć osiemdziesiątki?”
Znacznie bardziej interesuje mnie inne:
„Jakim osiemdziesięciolatkiem chciałbym być?”
Spróbuj kiedyś odpowiedzieć sobie na nie naprawdę konkretnie.
Gdzie mieszkasz? Jak wygląda Twój zwykły dzień? Co potrafi Twoje ciało? Z kim spędzasz czas? Co Cię interesuje? Czy pracujesz? Podróżujesz? Czego jeszcze chcesz się nauczyć? Co robisz tylko dlatego, że sprawia Ci frajdę?
A kiedy ten obraz zaczyna być trochę bardziej wyraźny, pojawia się pytanie znacznie mniej abstrakcyjne:
Co z tego, co robisz dzisiaj, zwiększa szansę, że właśnie tak będzie wyglądało Twoje życie?
Mam 61 lat.
Chyba najwyższy czas potraktować osiemdziesiątkę jak kawał życia, do którego warto się przygotować, a nie jak odległą starość, o której lepiej jeszcze nie myśleć.
Jarek Krawczyk
Mężczyzna w Pełni Świadomy


