Mam w telefonie wiele kontaktów. Na LinkedIn to prawie 6000 osób. Mogę zobaczyć, kto zmienił pracę, gdzie pojechał na wakacje, z czego jest dumny. Wystarczy chwila, żeby wysłać wiadomość albo pogratulować sukcesu. LinkedIn ułatwia podsuwając gotowe formułki: Gratuluję rocznicy pracy!

A jednak wraca do mnie pytanie: do ilu osób zadzwoniłbym, gdybym naprawdę nie wiedział, co mam robić dalej? Kto ze znajomych zadzwoniłby w takiej sytuacji do mnie?

W męskich kręgach często pojawiają się rozstania, rozczarowanie, ból i niepewność. Słuchając tych doświadczeń, myślę także o tym, jak zorganizowaliśmy nasze życie. Jak znaleźliśmy się w świecie, w którym kontakt jest tak łatwy, a szczera rozmowa bywa tak trudna?

Ten proces zaczął się znacznie wcześniej niż internet.

Wraz z rozwojem przemysłu ludzie przenosili się ze wsi do miast. Wyjeżdżali za pracą, edukacją, szansą na lepsze życie. Rodzina, sąsiedzi i znajome miejsca zostawały nieraz daleko. Nowe relacje trzeba było budować od początku.

Nie tęsknię za światem, w którym wszyscy wiedzieli o wszystkich wszystko. Taka wspólnota potrafiła wspierać, ale też oceniać i ograniczać. Miasto dawało anonimowość, a wraz z nią możliwość życia po swojemu. Zmieniało jednak warunki podtrzymywania więzi: spotkanie z bliskimi coraz częściej wymagało podróży i planowania. Wysiłku.

Zmieniała się również rodzina. Większy dostęp kobiet do edukacji, pracy zawodowej i własnych pieniędzy poszerzał ich samodzielność. Wymagał też nowego podziału odpowiedzialności za dom i dzieci. Zmieniały się oczekiwania co do roli ojców w procesie wychowawczym. Rosła rola żłobków, przedszkoli i szkół.

Dziecko może spotkać tam oddanych ludzi i zbudować ważne relacje. Rodzicom nadal jednak potrzebne jest wsparcie, które pomoże w codzienności. Osoby, która odbierze dziecko, zauważy przemęczenie, zapyta, czy potrzebujemy pomocy. Powiedzenie, że do wychowania dziecka potrzeba całej wioski, dotyczy przecież także dorosłych.

Tymczasem nasz kalendarz wypełnił się pracą, dojazdami i obowiązkami. Czasem dodatkowy etat pozwala jedynie pokryć podstawowe koszty. Ale często praca po godzinach, dodatkowe fuchy, zlecenia wynikają z tego, że gonimy za lepszym standardem życia, kolejnym zakupem.

Spotkanie z przyjacielem można przełożyć. A potem przełożyć ponownie. W końcu okazuje się, że od ostatniej rozmowy minął rok. Ja zapomniałem, on, czy ona też już nie bierze mnie pod uwagę wtedy, gdy coś się wali.

Na tę codzienność nałożyły się media społecznościowe. Dzięki nim możemy odnaleźć dawnych znajomych, utrzymywać relacje na odległość i poznawać ludzi, z którymi coś nas łączy. Sam z tych możliwości korzystam, ale nie mam poczucia budowania prawdziwej więzi, szklane ekrany jakoś separują mnie od głębszych uczuć.

Łatwo pomylić oglądanie czyjegoś życia z uczestniczeniem w nim. Wiem, że znajomy był we Włoszech. Co zwiedził i jak fajnie jest jeździć malutkim Fiatem 500 cabrio. Nie wiem, że od miesięcy źle śpi albo że jego związek się rozpada. On widzi moje publikacje, ale niekoniecznie zna moje obawy.

Przyzwyczajamy się do pokazywania tej części siebie, którą umiemy dobrze zaprezentować. Z trudniejszą zostajemy bardzo czasem sami.

Pandemia dodatkowo przeniosła kawał życia, spotkania, szkolenia za ekran. Internet pozwolił wtedy na jakiekolwiek funkcjonowanie społeczne. Jednocześnie mogliśmy przekonać się, jak bardzo brakuje wspólnego stołu, spaceru, rozmowy już po zakończeniu oficjalnego spotkania. Tych chwil, w których dopiero zaczynamy mówić coś ważnego.

Dzisiaj pojawiła się kolejna możliwość: rozmowa ze sztuczną inteligencją. Mój Chat mówi do mnie ze śmiesznym, chyba amerykańskim akcentem, ale mogę mu/temu opisać swój problem o dowolnej porze, uporządkować myśli, poszukać słów przed trudną rozmową. Wygeneruje grafikę ilustrującą mój artykuł dokładnie według moich instrukcji. To może być pomocne.

Zastanawiam się jednak, co się stanie, jeśli na tym poprzestaniemy. Algorytm nie potrzebuje naszej wzajemności. Nie opowie o własnym trudnym dniu, nie poprosi, żebyśmy teraz my go wysłuchali. Relacja z człowiekiem wymaga miejsca dla drugiej osoby, także jej odmienności i ograniczeń. Dzisiaj dochodzę do paradoksalnych może wniosków, że pociąga mnie w ludziach ich nieprzewidywalność. Zmiany w ich życiu, których ja sam nie zakładam, czasem spowodowane chęcią rozwoju, czasem wymuszone jakąś życiową katastrofą.

W drugiej połowie życia pytanie o bliskość może nabierać szczególnego znaczenia. Dzieci wyprowadzają się. Bliscy chorują lub odchodzą. Zmieniają się nasze możliwości i codzienne role. Przychodzi również emerytura. Dla jednych to długo oczekiwana swoboda. Dla innych zaskakująca pustka po latach, w których praca organizowała niemal wszystko: poranek, spotkania, zadania i poczucie bycia potrzebnym.

Można mieć wreszcie czas, ale nie wiedzieć, z kim go spędzać. Można tęsknić nawet za rozmowami na stojąco przy ekspresie do kawy, które wcześniej wydawały się nieistotnym przerywnikiem między obowiązkami.

Kim jestem, kiedy przestaję być Panem Ważnym – swoim stanowiskiem? Jak i gdzie chcę być obecny? Co jeszcze chciałbym zacząć?

Oferta terapii, warsztatów i grup wsparcia daje różne możliwości szukania odpowiedzi. U części mężczyzn pojawia się jednak przeszkoda: przekonanie, że powinni poradzić sobie sami. Własną bezradność trudno nawet nazwać, a co dopiero komuś pokazać.

Dlatego wracam myślami do wspólnot opisywanych w kontekście Blue Zones. Choć te miejsca również się zmieniają, inspiruje mnie obecna w ich opisach regularność kontaktów. Na Okinawie tradycja moai oznacza grupy wzajemnego wsparcia. Ludzie mają swoje miejsce w życiu innych przez lata.

Nie musimy przenosić się na wyspę, żeby szukać podobnej ciągłości. Może ją budować grupa spacerowa, wolontariat, wspólne gotowanie, sport albo męski krąg. Znaczenie ma to, że spotykamy się ponownie i stopniowo zaczynamy się poznawać.

Te przemyślenia towarzyszą mi również przy tworzeniu nowego projektu dla osób w drugiej połowie życia. Chcę połączyć w nim dbanie o zdrowie i sprawność z budowaniem relacji, wspólnym uczeniem się i odkrywaniem nowych możliwości. Stworzyć przestrzeń, do której chce się wracać – bo są tam ludzie, z którymi można porozmawiać, zrobić coś razem i podzielić się własnym doświadczeniem.

Do emerytury, męskiej samodzielności i relacji z technologią będę wracał w kolejnych tekstach. Dzisiaj zostawię jedno pytanie:

Kto zna obecnie nie tylko Twoje osiągnięcia, ale również to, z czym jest Ci trudno?

Tekst pierwotnie opublikowany na LinkedIn.